Narcyz...
Narcyz, który nigdy nie był zbyt mądry,
Zauważył w stawie wodnego duszka
I zakochał się w tym uroczym pyle,
Który odwzajemnił jego spojrzenie i wypełnił jego płytkie oczy.
Przez wszystkie te poranki nie przyszło mu do głowy,
Dlaczego taka twarz miałaby rozpaść się pod wpływem łzy
I uciekać przed jego dotknięciem, ani dlaczego tafla stawu
Nie odzwierciedlałaby zwisającej głupoty.
Duchy pojawiające się w obliczu fal,
Wargach fontann lub źródłach
Są obrazami nas samych w imieniu natury,
Odzwierciedlającymi sposób, w jaki zachowuje się świat,
A gdy wiosna młodości dojrzeje jutro
Do człowieka zimy, spoglądamy
I patrzymy, i pytamy postać w jeziorze,
Tak jak dawno temu zrobił to Narcyz: „Kim jesteś?”
... I Echo
Echo, które oszukało 'Księcia' swoimi odpowiedziami,
Otrzymało wyrok, by tylko odpowiadać
I stopniowo stawać się wędrownikiem,
Głosem, niezdolnym do improwizacji.
Widząc Narcyza nad brzegiem wody,
Zakochała się, ale kiedy powiedział: „Chodź tu”,
Barwa lasu powiedziała: „Chodź, posłuchaj”,
I stała się bezinteresowną imienniczką.
Słów, które wkładamy w usta jaskiń,
Zębów kanionów i drewnianych
Wąwozów. Choć dzieła natury wydają się kierowane
Przez szczere głosy w otwartych nawach,
Boskie, inspirujące i prawdziwe,
Słowa rozbrzmiewające z punktu widokowego
Są tylko nasze, tak jak niegdyś nad strumieniem,
Narcyz usłyszał od Echa: „Kim jesteś?”.
