Napiszę Wam co dzieje się w przemyśle
przemocy domowej, który finansuje większość feministycznych przedsięwzięć w kraju.
Gender,
maszynownia potężnego biznesu wartego miliardy euro, jest atakowana. Feministki
nagle pożerają swoje własne osiągnięcia, ponieważ kluczowe postacie spośród tej
hołoty ujawniają publicznie rewelacje pokazujące, że teraźniejsza
polityka gender bezwzględnie tłumi dane, które podważały ich
przepisaną ortodoksyjną tezę, że nierówność płci jest główną przyczyną przemocy
domowej.
Chodzi o przegląd „czynników napędowych” przemocy wobec kobiet. Kiedy okazało się, że najważniejszym czynnikiem jest wpływ alkoholu i ubóstwa w przemocy w rodzinie, pseudo naukowcy gender i feministki dostały furii.
Dla przykładu niech nam posłużą typowe organizacje feministyczne, które nie zamierzają odciągać uwagi od swojego projektu transformacji płci – który pod pozorem walki z przemocą domową w rzeczywistości miał na celu „społeczną, kulturową, strukturalną i systemową zmianę” – zasadniczo redystrybucję władzy między mężczyznami i kobietami. Czyli swoisty reset zachodniego społeczeństwa. Feministki uzasadniają „Musimy wyobrazić sobie to przyszłe społeczeństwo, w którym chcemy żyć. I ta wizja nie dotyczy alkoholu. Nie dotyczy statusu społecznego”. Rzeczywiście nie. Ich wizja dotyczy wykastrowanych mężczyzn, płaszczących się przed kobietami.
Nie było mowy, aby jakikolwiek irytujący
badacz mógł stwierdzić, że istnieją inne złożone czynniki powodujące przemoc
domową. Ideolodzy gender rozpoczęli demonizowanie chłopców i
mężczyzn. Miała to być jedyna dozwolona narracja. Stawką były oczywiście duże
pieniądze, wydano około 300 milionów dolarów na kampanię zmiany nastawienia, z
czego większość przeznaczono na finansowanie biurokratów i
globalistów by poparli te żądania. „Wybrani sponsorzy” finansowali tylko
tych, którzy szli linią partii.
W tym samym czasie inną osobą, która
natknęła się na cenzurę ze strony organów zajmujących się przemocą domową, był
profesor Peter Miller, ekspert w dziedzinie badań nad alkoholem i przemocą z
Deakin University. Miller otrzymał również zlecenie od rządu stanu Wiktoria na
przeprowadzenie badań nad rolą alkoholu w przemocy interpersonalnej. Również w
tym przypadku badania nie zostały opublikowane, ponieważ nie spodobał się wniosek
końcowy z badań, że alkohol był czynnikiem sprawczym.
W swoim zeznaniu przed Królewską Komisją
Wiktoriańską ds. przemocy domowej z 2016 r. Miller jasno dał do zrozumienia, że
zalecane podejście forsowane przez feministki było błędne: „Skupienie się
wyłącznie na płciowej naturze przemocy w rodzinie, która etykietuje mężczyzn
jako sprawców, a kobiety jako ofiary i która identyfikuje nierówność płci jako
główną 'przyczynę' przemocy w rodzinie, jest problematyczne na wielu
poziomach”. Jego rada została zignorowana przez gremium przekupionych globalistów,
ochoczo wspieranych przez genderową hołotę.
Przez ponad dekadę branża przemocy
domowej trzymał w tajemnicy wszelkie obiektywne dyskusje na temat złożonych
przyczyn przemocy domowej, nie wspominając już o fakcie, że połowę sprawców
stanowią kobiety. Kontrola nad „sponsorami” okazała się bardzo skutecznym
sposobem kontrolowania narracji.
Dlaczego więc wszystko to wybuchło
teraz? Cóż, wyzwalaczem był wykreowany kryzys po kilku zabójstwach domowych na początku tego roku, co
doprowadziło do rozmów w Komisji. Saturday Paper jako przykład
tej porażki podaje fakt, że 41 procent Australijczyków uważa, że przemoc
domowa jest stosowana w równym stopniu przez mężczyzn i kobiety. Hmm, więc
prawie połowa Australijczyków zna prawdę o przemocy domowej, ale feministyczne
wariatki ewidentnie rządzące cenzurą, promują swoje idiotyczne tezy.
Nie powinniśmy jednak dać się ponieść
przekonaniu, że krytycy rzeczywiście opamiętają się i zastanowią się nad tym,
co mówią międzynarodowe dowody na temat zapobiegania przemocy domowej.
Dobrym początkiem jest to, że feministki przyznają, że zawstydzanie mężczyzn nie jest skuteczną metodą zapobiegania pierwszoplanowego: „Mówienie mężczyznom i chłopcom, że jeśli opowiadają seksistowskie dowcipy lub nie kwestionują postaw swoich partnerek, ponoszą osobistą odpowiedzialność za przemoc fizyczną i seksualną lub zabójstwa popełnione przez innych mężczyzn, nie okazało się przekonującym ani skutecznym argumentem”.
Ale faktem pozostaje, że żaden z tych
graczy nie zaleca porzucenia wysiłków zmierzających do zmiany postaw mężczyzn. Grupy
genderowych instruktorek, w dalszym ciągu odpowiadają za zawstydzanie chłopców
w szkołach i prowadzenie warsztatów krytykujących mężczyzn w niezliczonych
organizacjach i miejscach pracy. Wraz z nowym naciskiem na toksyczną męskość,
wysiłki zmierzające do reformy mężczyzn faktycznie rosną.
A ta genderowa hołota w dalszym ciągu mówi tylko o przemocy wobec kobiet. Nigdy nie wspomina o przemocy kobiet wobec mężczyzn i wobec ich własnych dzieci – taka narracja nigdy nie trafia do programu tych zmanipulowanych instruktorek.
Branża przemocy domowej, zarządzana
przez feministki nieustannie manipuluje wskaźnikami przemocy domowej,
przesuwając bramki – na przykład rozszerzając definicję przemocy, aby
obejmowała kontrolę przymusową. Lub wprowadza zmiany w prawie rodzinnym, które
dodatkowo zachęcają do fałszywych oskarżeń. Nic z tego nie robi nic, aby
chronić prawdziwe ofiary przemocy, a z pewnością zwiększa ryzyko samobójstwa u
fałszywie oskarżonych mężczyzn. Obecna polityka zabija ludzi, mężczyzn i
kobiety.
Sprzyjają temu zniewolone media, jak
można się spodziewać, ignorujące najnowsze, naukowe badania nad prawdziwą
przyczyną przemocy domowej, jaką jest patologia, alkoholizm i trudna sytuacja
finansowa.
Wydaje
się, że warto rozważyć nowy projekt - o toksycznej kobiecości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
NIE BÓJ SIĘ, NAPISZ KOMENTARZ